|
... Po pieciu latach przerwy, w prasie pojawia się piorunująca dla wszystkich fanów Metalliki wiadomość. Zespół zagra pod koniec maja na stadionie śląskim w Chorzowie w ramach promocji swojego najnowszego albumu St. Anger. Organizacją koncertu zajmuje się oczywiście agencja koncertowa Odyssey (Livenation).
Nie zastanawiając się ani chwili dłużej zamawiam przez telefon 7 biletów na płyte (po promocyjnej cenie 90 pln). Gdy po dwóch tygodniach przychodzą listem poleconym jestę w siódmym niebie -> wreszcie zobaczę swój ulubiony zespół na żywo, w dodatku na własnych śmieciach bo jakieś 100 km od Żywca.
Na koncert wybieramy sie wczas rano wraz z moimi kumplami Pajdą i Dymioncym. Pociąg odjeżdża 4.10 z Żywca. W pociągu zaczyna się świętowanie i piwkowanie przedkoncertowe. W Katowicach jesteśmy koło 6.00, a na śląskim o 7.00. No i co... nie ma jeszcze prawie nikogo. Paru fanów kręci się wokół stadionu, inni śpią na ławkach. A więc suwerenna decyzja pijemy dalej. Ja rezerwuje ławkę a Pajda z Dymiącym idą po beer i kiełbasę. Około 10.00 jesteśmy juz w niezłym amoku, a tu jakaś babka z telewizji z kamerzystą podchodzą i robią z nami wywiad (raczej go nigdzie później nie wyemitowali). I tak nadchodzi południe, a my już mamy ładną faze, w dodatku robi się totalny upał. Podejmujemy wówczas kolejną ważną decyzję idziemy spać. Na miejsce odpoczynku wybieramy pobliskie łąki i wśród innych fanów relaksujemy się podczas południowej drzemki. Po około dwóch godzinach pobutka. Widać już jakieś większe ruchy wokół bram 1 i 7. Idziemy jeszcze walnąć po piwie do knajpy przy stadionie (leci prawie cały album St. Anger). Wówczas dojeżdża reszta ekipy. Koniec picia idziemy do bramy nr 1 i w potwornym tłoku stoimy około godziny, lecz zostaje to wynagrodzone w postaci opasek pod scenę dla całej naszej ekipy. Po przejściu przez bramki walimy pod scenę i zajmujemy miejsca centralne, zaraz za barierkami. No i znów dłuższa chwila na odpoczynek, wszyscy się kładziemy na plastikowych podestach.
W końcu nadchodzi godz. 17.00 i pierwszy support. Lokalny Vader; oczywiście Peter wyskakuje z burackim powitaniem 'Welcome Poland'. Vader odgrywa tylko 3 kawałki przy potwornym upale. Następnym zespołem i zarazem głównym supportem jest Slipknot. Mamy doczynienia z wielkim show facetów w maskach. Osobiście bardzo mi się to podobało, gdyż wcześniej prawie tej kapeli nie znałem i brałem wszystko z zaskoczenia. Koncert trwa jakieś 50 minut i wszyscy wiemy, że teraz to już zostało to na co wszyscy czekamy.
Występ się nieco opóźnia, ale kilka minut po 21 słyszymy już It's a long way to the top” AC/DC. Za chwilę na czterech ekranach widzimy urywki z filmu The good bad and the ugly Sergio Leone. Dokładnie zwariowanego i chciwego Tuco latającego po cmentarzu w poszukiwaniu grobu Archa Stantona, w którym ukryte jest złoto. Niesmowity kawałek Ennio Morricone kolejny raz otwiera koncert Metalliki. Zaczyna się.........wszyscy słyszymy intro do Blackened no i wreszcie czterej jeźdźcy nadchodzą. Widząc pierwszy raz moich idoli z tak bliskiej odległości praktycznie pozostaje wryty i oniemiały z wrażenia. Po Blackened nadchodzi dynamiczny Fuel, a po nim James pierwszy raz nawiązuje kontakt z publiką pytając się, kto był ile razy na Metallice. Wszyscy widzimy, że zespół jest w doskonałej formie. Stadion śląski czekał lata na przyjazd gwiazdy tego formatu. Następnie słyszymy The 4 Horsemen prosto z Kill'em All i balladę Fade to Black. No i nadchodzi pierwszy utwór z nowego albumu dynamiczny Frrrrrrantic. Później mamy King Nothing oraz No Leaf Clover i wreszcie to na co czekałem z niecierpliwością Saint Anger jeden z moich ulubionych kawałków. Dalej mamy serię sztandarowych kawałków odgrywanych prawie na wszystkich koncertach: Sad, Creep, Battery, Roam, Nothing, Puppetz, One oraz prosto z czarnego albumu Enter Sandman. No i znów kolejna niespodzianka: Dyers Eve z ...And Justice For All utwór zagrany pierwszy raz w Europie. Na zakończenie mamy Seek and Destroy, cały stadion śpiewa We're scanning the scene in the Poland tonight”....i to już koniec koncertu megagwiazdy z San Francisco, jeszcze tylko pożegnanie z fanami oraz zdjęcia całej czwórki z flagą Polski. Chorzowski gig przechodzi do historii. Koncert ten był drugim występem zespołu na tym obiekcie (poprzedni w '91). Dla mnie koncert ten zawsze pozostanie w pamięci jako ten pierwszy.
Po koncercie ewakuacja do Katowic, wszyscy jesteśmy tak podjarani kocertem, że nikomu nie przeszkadza, że tą trasę pokonujemy na piechotę. Do Żywca docieramy pociągiem koło 5 rano, a na kolejny koncert Metalliki przyjdzie mi czekać 2 lata. YARO
|