|
Naprawdę nazywał się Clifford Lee Burton, urodził się 10 lutego 1962 o godzinie 9,38. Jego ojciec Ray pochodził z Tennessee, i pracował jako asystent inżyniera od autostrad w San Francisco Bay Area. Matka Jan pochodząca z Kalifornii pracowała w szkole w rejonie Castro Valley, gdzie uczyła osoby niepełnosprawne. Cliff dwójkę starszego rodzeństwa, brata Scott'a i siostrę Connie. Jako młody chłopak grał w szkolnej lidze baseballa w drużynie Castro Valley Auto House. Później poszedł do szkoły Earl Warren, następnie do liceum Castro Valley. Podczas nauki w liceum i jeszcze później pracował w wypożyczalni sprzętu Castro Valley Rentals. Ukończył Castro Valley w roku 1980. Dołączył wówczas do zespołu Trauma, kapeli pochodzącej z Bay Area, która była ceniona za wywołujący głębokie poruszenie wizerunek sceniczny jego członków. Z pośród, których Cliff był tym, którego wizerunek wyróżniał się najbardziej. Na jego wizerunek składały się przede wszystkim hipisowskie spodnie dzwony, oraz wiecznie rozwiane włosy i nieustający headbaging. Razem z zespołem Trauma nagrał kilka dem. Jeden z utworów "Such a shame" można znaleźć na kompilacji wytwórni Metal Blade Records o tytule Metal Massacre 2. Jako, że wielki styl i kunszt gry Cliffa uwydatniał się z każdym utworem. Nie trwało długo, aby młody zespół Metallica zaczął się nim interesować. Dla perkusisty Larsa Ulricha oraz gitarzysty i wokalisty Jamesa Hetfielda, Cliff Burton był właśnie tym czego szukali, jak stwierdzili po obejrzeniu jednego z koncertów Traumy. "Wydaje się, iż najlepiej zobrazował to Dave Marrs, pierwszy członek załogi koncertowej Metalliki, opisał to w ten sposób. Widziałem ich reakcję, 'O cholera! Spójrz na tego gościa!' Rzeczą, która przygwoździła ich najmocniej było to, że przeważnie w zespole masz gościa który gra partię gitary prowadzącej, tutaj mieli prowadzący bas, i stwierdzili, że to jest świetne." Po wielu miesiącach próśb, i po wielu telefonach Cliff zgodził się dołączyć do Metalliki, jednakże postawił jeden warunek, miał dołączyć tylko wówczas, gdy zespół przeprowadzi się do San Francisco Bay Area. Zgodzili się Zastępując Rona Mcgovney'a na basie Cliff wniósł wiele dobrego do zespołu. Jeżeli miałeś tyle szczęścia, ażeby zobaczyć zespół na żywo w tamtych czasach, to na pewno zostałeś potraktowany jedną z doskonałych basowych solówek Cliffa. Burton grał na basie jak nikt nigdy przedtem. Jego solówki łączyły wiele stylów takich jak, standardy jazzowe czy melodie psychodeliczne. Wszakże nie było to taki zwykły hałas. Jego solówki były idealnie wykonywane z duża doza uczucia i finezji. Dobry przykład można znaleźć na debiutanckiej płycie Metalliki "Kill' em All", a mowa o utworze "(Anesthesia) - Pulling Teeth", więcej przykładów można odnaleźć na licznych bootlegowych wydaniach tegoż utworu. Cliff dosyć mocno udzielał się przy pisaniu nowych utworów Metalliki. Pierwsze jego pomysły dało się zauważyć w 1984 roku na albumie "Ride The Lightning", gdzie jednym z ważniejszych numerów jest ostatni kawałek "The Call Of Ktulu". Ten instrumentalny kawałek ukazuje podejście Cliffa do basu prowadzącego. Kolejnym ważnym utworem na tym albumie jest ulubieniec publiczności, czyli "For Whom The Bell Tolls". Jest to kolejny świetny przykład na idealne wykorzystanie basu jako instrumentu prowadzącego, oraz świetne użycie przesteru, słyszane na wstępie utworu. Rok 1986 przyniósł ze sobą premierę przełomowego albumu "Master Of Puppets". Obfitujący w liczne klasyczne wzorce, był jak dotąd największym dziełem w twórczości Metalliki. Linie basowe Cliffa, były czymś co trzymało w kupie cały utwór, jak to ma miejsce na przykład w 7 utworze "Orion", gdzie mamy do czynienia zarówno z idealną linią rytmiczną basu jak i wspaniałym solo basowym, które wieńczy cały utwór. Bez wątpienia "Orion" można uznać za największe osiągnięcie Cliffa. Natomiast do najbardziej wyróżniających się utworów zaliczyć możemy tytułowy numer, czyli "Master Of Puppets", który to Cliff podczas wywiadu w 1986 roku określił jako jego dotychczas ulubiony utwór. Master Of Puppets popchnął zespół na szczyt. Jednakże pomimo wielkiego sukcesu jaki odniósł zespół Cliff się nie zmienił i nigdy nie zatracił swojego wielkiego wizerunku scenicznego oraz wspaniałej osobowości. 1986 to także rok obfitujący w wiele różnych spektakularnych wydarzeń w zespole. Ukazał się wcześniej wspomniany trzeci album zespołu, odbyli także trasę po Stanach Zjednoczonych razem z weteranem rocka Ozzym Osbournem. Po odbytej trasie w Stanach przyszłą kolej na Europę. 26 września grali w Sztokholmie w Szwecji. Był to szczególny koncert, jako, że James po kilku miesiącach przerwy (z powodu złamanej ręki), powrócił do funkcji gitarzysty rytmicznego. Wydawało się, że nic nie jest w stanie zatrzymać maszyny o nazwie Metallica. Byli wówczas na drodze pomiędzy Sztokholmem a Kopenhagą do ich następnego koncertu zaplanowanego na 27 września 1986. Wcześniej tejże nocy zespół losował karty, aby przydzielić sobie miejsca do spania w autobusie. Los zadecydował, że Cliff wyciągnął asa pik i wylosował łóżko Kirka Hammetta. Po zmroku kierowca stracił panowanie nad pojazdem i wypadł z drogi następnie próbował kierownicą kontrować kierunek jazdy autobusu, aby wrócić z powrotem na drogę. Jednakże autobus wpadł w poślizg i wymknął się z pod jakiejkolwiek kontroli, następnie przekoziołkował kilka razy zanim się zatrzymał. Cliff został wyrzucony na zewnątrz a następnie przygnieciony przez autobus. Zespół wspomina, iż wychodząc z autobusu widzieli Cliffa leżącego bez ruchu. Później użyto dźwigu aby podnieść autobus, zespół miał ciągle nadzieję, że Cliffowi nic się nie stało. Jednakże podczas podnoszenia autobusu ten osunął się z powrotem. Nawiązując do wypowiedzi Micka Hughesa, ówczesnego dźwiękowca Metalliki, nikt nie był pewien czy w tym momencie Cliff jeszcze żył czy już nie. Z "Raportu O Śmierci Obywatela Amerykańskiego" wynika iż przyczyną śmierci było "zmiażdżenie klatki piersiowej" zatwierdzoną przez Dr. Andersa Ottosona, licencjonowanego lekarza. Kierowca autobusu zeznał, że uderzył w "kawałek czarnego lodu". James Hetfield stwierdził jednak, że ohydny kawałek lodu nigdy nie został znaleziony. W raporcie policyjnym, również nie ma słowa o lodzie na jezdni. Paszport Cliffa o numerze E159240 został anulowany i zwrócony do jego rodziców. Jego ciało poleciało z powrotem do Stanów Zjednoczonych. Pogrzeb miał miejsce 7 października 1986 w Chapel Of The Valley w jego rodzinnym mieście Castro Valley, w stanie Kalifornia. Został spalony, a prochy zostały rozrzucone po Maxwell Ranch, w miejscu gdzie spędził wiele czasu. Jedną obecnych osób był Dave DiDonato. Tak opisywał to zdarzenie "Staliśmy (grupka znajomych i rodzina) w dużym kole, a w środku znajdowały się prochy Cliffa. Każdy z nas podchodził do środka, brał ich garść i mówił, to co miał do powiedzenia... potem rzucaliśmy prochy na ziemię, w miejscu, które tak bardzo kochał". W tym momencie James Hetfield, Lars Ulrich i Kirk Hammett nie byli zespołem, nawet nie życzyli sobie aby ich tak nazywano. Jednakże po wielu przemyśleniach oraz wielu smutkach utopionych w butelce. Postanowieniem zespołu było, iż przerwać to wszystko nie byłoby fair wobec Cliffa. Podsumowując można przytoczyć słowa Jamesa określające tę wielką osobowość "Cliff nie należał do ludzi, którzy dużo gadali, jednakże w momencie gdy Cliff coś mówił wszyscy milczeli i go słuchali". Co jakiś czas pojawia się na scenie prawdziwy geniusz, ktoś o nienasyconej pasji dla swej sztuki. Wielu takich artystów zdobywa swoją publiczność. Cliff do nich na pewno należał.
|