Recenzja z koncertu w Warszawie 01.06.99

W tym miejscu powinna ukazać się recenzja z koncertu w Katowickim spodku z 96 roku. Niestety nie było mi dane zaliczyć tego występu. Wstępnie miały odbyć się 2 koncerty - nawet wydrukowano już bilety do warszawskiego Torwaru. Ostatecznie jednak polscy fani musieli zadowolić się 8 tysiącami miejsc w Katowicach. Nie była to jeszcze pora rozwiniętego internetu, w Gdańsku biletów już nie było a nie wiedziałem czy na miejscu podołam zapłacić cenę proponowaną przez "koników". Jak na złość jest to również jedyny koncert w Polsce, z którego nie ukazał się bootleg, aby chociaż w taki sposób mieć namiastkę tamtego dnia. Cóż było minęło i tyle. Ale mamy wiosnę 99 roku. Z Grzybem i Boryniarzem kupujemy bilety na stadion Warszawskiej Gwardii gdzie 1 czerwca ma odbyć się koncert w ramach trasy "Garage remains the same". Do Warszawy jedziemy PKS-em, w Ostródzie kupujemy 0,7 na kolejnym przystanku jeszcze "coś" i jest wesoło. Gdy dojeżdżamy do Stolicy okazuje się, że Boryniarz zgubił portfel. Na szczęście bilety mamy w książce w plecaku. Z Wawy zachodniej pod Gwardię docieramy taksówką po niezbyt promocyjnej cenie. W koło już widać spore grupki fanów. Po oczekiwaniu i kontroli na bramce dostajemy się do środka. Zaczynamy od degustacji darmowej coli, później jak się okaże nie będzie łatwo o coś do picia nawet za pieniądze. Znajduję stoisko Metclubu jednak tylko dla członków,generalnie widać sporo osób w koszulkach Metclubu. Bycie jednym z nich jest moim marzeniem, nadal jednak nie mam internetu ani karty kredytowej. Ostatecznie członkiem MC zostanę za 4 lata (Kobonga dzięki !!!). Zajmujemy miejsca na murawie stadionu w połowie drogi do sceny. Wszyscy trzej w koszulkach Krabathora -czeskiej kapeli death metalowej; taki mieliśmy akurat "film’’. Na stadionie są stoiska z oryginalnymi gadżetami niestety drogo np koszulka piłkarska Metaliki 300 zł, co w tym czasie było równowartością 4 biletów na koncert. Poza tym mamy na utrzymaniu Boryniarza, który stracił portfel a trzeba kupić bilety na powrót i jeszcze coś do żarcia. Scena dużo mniejsza niż w Chorzowie 91, dekoracja z Re-load. Sam obiekt Gwardii też nie robi najlepszego wrażenia; nadaje się raczej na zakładowy piknik. No, ale cieszmy się z tego, co mamy. Pogoda jest ładna, w tym dniu przypada akurat Dzień Dziecka. Koncert rozpoczyna Mercyful Fate ok. godz. 16:30. W tym okresie promują album ‘‘9’’. Nie brakuje też klasycznych "Nuns Have No Fun", "Melissa" i "Don't Break The Oath". King ma swoją publikę i znakomicie spełnił swoją rolę jako rozgrzewacz. Następni w kolejce są Monster Magnet, jednak nie jestem ich zagorzałym fanem a trzeba zdobyć coś do picia. 2 Stoiska z napojami na ok. 30 tys. ludzi to skandal i powoduje to ogromne kolejki i przepychanki. Ostatecznie zdobywamy jakieś kubki z colą oczywiście po cenach z kosmosu a gdy wracamy w okolice sceny zaczyna się występ fińskiej grupy Apocalyptica. Po wiązance największych przebojów Metalliki, zespół Eikki Toppinena zagrał swoje interpretacje metalowych "przebojów" z repertuaru Slayera, Sepultury oraz własne kompozycje (np. "Harmageddon"). Prawie godzinny występ Finów wprawił publiczność w oszołomienie. Na scenie instaluje się charakterystyczna perkusja firmy Tama, tym razem skromniejszy zestaw niż w Chorzowie 91. Około 20:45 tradycyjne intro "The Good, The Bad And The Ugly" Ennio Morricone i na scenie pojawiają się główni bohaterowie wieczoru. Zaczynają od Breadfan, zaraz potem Master...., Of Wolf And Man i Things That Should Not Be. Dalej nadchodzi czas na Fuel, The Memory Remains ( w tym wypadku zawodzenie publiki na-na-na.... razem z playbackiem Marianne Faithfull raczej mnie odrzuca) a to, dlatego że nigdy nie byłem zwolennikiem epoki Load i Reload. No i niestety kolejny nienależący do moich faworytów Bleeding Me. Nadchodzi czas na solo Jasona, po kawałku My Friend Of Misery i Welcome Home (Sanitarium). Chwila klasyki, czyli The Four Horsemen. Dalej King Nothing, Wherever I May Roam. Pora na odrobinę pirotechniki i żelazny punkt każdego z koncertów - One. Jeszcze coś mocnego Fight Fire With Fire. Powoli zespół schodzi ze sceny, ale zaraz potem bisy w postaci Nothing Else Matters, Sad But True i Creeping Death. Zgodnie z tytułem trasy wypada dołożyć jeszcze coś z Garage Inc. - cover Misfits Die Die My Darling. Ostatnimi numerami wieczoru są Enter Sandman i Battery. Pożegnanie i zespół znika ze sceny. Zapalają się światła, ekipa przystępuje do demontażu aparatury - trzeba zdążyć do kolejnego miasta na trasie. Podsumowując klasyczne utwory obroniły metalowy wizerunek zespołu, przyjęcie przez polska publikę jak zwykle gorące jednak z dotychczasowych 6 koncertów Metalliki jakie dane było mi obejrzeć ten najlepszy napewno nie był. Piechotą wracamy na dworzec Centralny. Przed nami perspektywa całonocnej jazdy zatłoczonym pociągiem na łączeniu wagonów do Gdańska. 2 Czerwca wieczorem mimo zmęczenia spotykamy się w Trójkącie i robimy after party, które potrwa do 6 rano. Napewno jest, co wspominać po tych paru latach... a następny koncert już za 5 lat w Chorzowie tym razem bez Grzyba i Boryniarza.

ALAN

 
 
DSCF1985.jpg
 

 

Metallica

 
         
Copyright 2006 Metalliheads.pl all rights reserved | Inspiration by metallica.com BLACK template