|
Po raz kolejny... zdarzyło się tak, że informację o zaliczonym przez nas koncercie publikujemy ze sporym opóźnieniem. Nie mniej jednak wspomnienia z każdego wyjazdu na długo pozostają w głowie i mam nadzieję, że uda mi się dość dobrze opisać koncerty jakie udało nam się "zaliczyć" w kończącym się już powoli roku 2012. A wspominać będę koncerty z 7 i 10 maja 2012, które odbyły się w Pradze i Warszawie. 
Zaczęło się w sumie niezbyt ciekawie... Po nocy z dość dużą dawką alkoholu, standardowo siedziałem w pociągu do Wrocławia, gdzie spotkać miałem się z Yarem i Gocem, z którymi dalej ruszyć mieliśmy autem do Pragi. Po jakichś 15 minutach podróży zadzwonił do mnie Yaro, z dość nieciekawą informacją - okazało się, że Goco nie jedzie z nami do Pragi. Oczywiście, w związku z tym nie oszczędzaliśmy go w Warszawie, kiedy w końcu do nas dołączył. Po spotkaniu z Yarem we Wrocławiu, szybko pojechaliśmy do jakiegoś centrum handlowego aby uzupełnić "zapasy" na pobyt w Pradze i w sumie już po około 1,5h byliśmy w drodze na południe. Nie widzieliśmy się już trochę czasu tak więc podróż minęła szybko, na gadaniu o różnych pierdołach. Kiedy dojechaliśmy do Pragi, a później do miejsca, w którym spaliśmy (świadomie nie nazywam tego hotelem, hostelem itd.) pomyślałem, że to chyba jakiś żart. Przede mną stał chyba ze 100 piętrowy budynek, którego mieszkania zostały podzielone na pokoje do nocowania. Wszystko stare, brudne, śmierdzące... Po prostu wybornie. Dodam jeszcze tylko, że winda miała chyba ze 30 lat i każda podróż na nasze (chyba 10) piętro trwała wieki.
No ale nic, zrzuciliśmy toboły i udaliśmy się w miasto, żeby obejrzeć stadion na którym zagra już kolejnego dnia Metallica. Na miejscu okazuje się, że zespół akurat gra próbę, a nam w sposób niezwykle bezczelny udaje się wejść do środka :) Fajnie było zobaczyć jak Metallica "trenuje". Kiedy weszliśmy na trybuny akurat grali Rebel of Babylon, który zagrali również na jednym z kolejnych koncertów tej trasy. Niestety nasza radość nie trwała długo, po około 10 minutach podlazł do nas ochroniarz, z jakąś czerstwą gadką po czym wyj... nas z obiektu :) Na zewnątrz spotykamy Alana, Bartka i Wąskiego, którzy przyjechali do Pragi już wcześniej. Wspólnie pokręciliśmy się jeszcze trochę przy stadionie po czym każdy pojechał "do siebie". Spotkaliśmy się następnego dnia przed koncertem.
Tym razem oczekujemy koncertu bez ciśnienia związanego z miejscem na barierce, tak się szczęśliwie złożyło (inni tego szczęścia nie mieli, inni z kolei zamiast podzielić się nim z kolegami postawili na zarobek), że zarówno Yaro jak i ja zapewniliśmy sobie wejście do obowiązującego na tej trasie SNAKEPIT`u, który gwarantował nam nie tylko barierkę, ale również swobodne wejście do najlepszej strefy, z której oglądać można koncert. A więc, odbieramy opaski i wchodzimy. Mimo pełnego luzu, jednak decydujemy się na barierkę. Standardowo pojawiają się supporty, wśród których jest w tym roku bardzo lubiany przez nas Machine Head. W miarę upływu czasu strefa SNAKEPIT zaczyna się napełniać i w końcu około godzi 21 pojawia się Metallica. Zespół oczywiście w świetnej kondycji, a sam występ jest wprost niesamowity. Mnóstwo, nowych świateł, nowa organizacja sceny (można powiedzieć, że teraz stoimy w jej środku) oraz oczywiście BLACK ALBUM, grany od tyłu. Ponad dwie godziny wspaniałej zabawy mijają bardzo szybko, i tak naprawdę jeszcze nie przestało mi dzwonić w uszach kiedy zorientowałem się, że jesteśmy już w drodze do Warszawy, gdzie za dwa dni zobaczyć mamy drugi koncert. W Warszawie dołącza do na Goco, a nocleg jest już na o wiele lepszym poziomie. Tym razem również poszliśmy zobaczyć miejsce koncertu dzień wcześniej. To już zupełnie inna bajka, wielkie zielone pole, gdzie na horyzoncie widać powstającą scenę. Kolejnego dnia, na dosłownie godzinę przed wejściem okazuje się, że Goco (który nie wygrał przepustki do SNAKEPIT), wejdzie w parze z Miłoszem, który wejściówki wygrał i miał jedną na zbyciu. Tego dnia w Warszawie jest dość spory upał, tak więc tym bardziej cieszymy się, że nie musimy gnieść się w kilku tysięcznym tłumie poza "naszą" strefą. Tym razem z Yarem i Gocem, nie zajęliśmy miejsc przy barierce. Postanowiliśmy, że staniemy nieco bliżej środka, przy samej krawędzi SNAKEPIT`u, co wyszło nam na dobre. Koncert z tego miejsca oglądało się świetnie, a koło nas postawiono jeden z bocznych mikrofonów, tak więc przez większość koncertu mieliśmy zespół dosłownie na wyciągnięcie ręki.
Występ w Warszawie podobał mi się bardziej. Być może dlatego, że po koncercie w Pradze, oglądałem go nieco bardziej na chłodno. Niestety wraz z pierwszymi dźwiękami Seek and Destroy dotarło do mnie, że to już koniec naszej, 5 dniowej wyprawy i znów wszystko skończyło się zbyt szybko. Po koncercie konsumujemy jeszcze kilka piw, a na drugi dzień już każdy z nas udaje się w swoją stronę. Podsumowując występy w 2012 roku, uważam że były to najlepsze koncerty na otwartym terenie jakie udało mi się zobaczyć. Zespół dał ognia, a cała oprawa związana z Black Albumem, jak intro przed rozpoczynającym miniset (ostatnim utworem z płyty) czy klipy puszczane na telebimach podczas niektórych utworów były wprost obłędne. Teraz czekamy już na kolejne koncerty, których jak mówią plotki, w roku 2013 ma w Europie nie być. Jak będzie, zobaczymy. Za wspólnie zaliczone koncerty oraz spotkanie dziękuję Yarowi, Gocowi, Alanowi, Bartkowi, Wąskiemu i Miłoszowi. Do następnego! SEBA |