NOVA ROCK 2009

...przed nami nasz ostatni koncert Metalliki w 2009. Jakiś tydzień przed wypadem dowiadujemy się z strony festiwalowej, iż czeka nas prawdziwy kilkunastogodzinny maraton ponieważ zapowiedziano 9 zespołów na dużej scenie.

W czwartek popołudniu po małych opóźnieniach przyjeżdża do mnie Seba i zaczyna się finalny rozdział w naszych tegorocznych wspólnych wyjazdach zagranicznych. Około 15 ruszamy na Bratysławę gdzie mamy bookinięty jakiś holeli niskiej klasy. Podróż przebiega bez niespodzianek ponieważ testujemy GPS mojego szwagra. Około 19 jesteśmy na miejscu i jesteśmy niezmiernie ucieszeni naszym hotelikiem zwłaszcza megaszybką obsługą na portierni. Po odebraniu klucza wraz z pilotem TV idziemy zrobic mały klarunek i ruszamy na miasto.

Nasza przechadzka kończy się na McDonaldzie i palnienciu 2 bronków w jakiejś tawernie. Oszczędzając siły przed megamaratonem następnego dnia kupujemy po 2 piwka na cpn-ie i udajemy się do spowrotem do hotelu (tym razem niestety nie lejemy z balkonu i nie walimy whiski do upadłego :( )

Nova Rock 2009


Budzimy się ze świadomością, iż prawdopodobnie czeka nas największa wyjebka fizyczna w karierze, ale po spożyciu bardzo pożywnego i "treściwego" śniadanka w hotelowej restauracji nie tracimy nadzieji na to że "nie spłyniemy" z barierki po Slipknocie. Po 40 minutowej podróży docieramy do Nickelsdorfu gdzie parkujemy auto na trawie i ciągniemy z buta w kierunku dużej sceny. Idziemy, idziemy i tak sobie idąc dochodzimy do samej sceny gdzie porobiwszy sobie parę fotek zastanawiamy się czemu nas nikt z ochrony po drodze nie zatrzymał. Jednak tym razem chcemy legalnie zdobyć barierkę i po lekkiej drzemce przed bramką, po dwunastej bezproblemu zajmujemy wcześniej upatrzone miejsce na barierce. No i teraz dopiero zaczyna się prawdziwy maraton na początek podają nam jakiś fajny austriacki zespół z laską na wokalu, poźniej coś co się nam bardzo podobało drumatical theatre (show z pałkami i perkusjami z keg od piwa) potem jakieś pedały z austrii śpiewały piosenkę o Josefie Fritzlu, następnie puścili Ema z Sonic Syndicate i tak docieramy pomału do Disturbed (gościa wwieźli na scene jak Hannibala Lectera) no i w końcu sennego Mastodona. Przez cały ten okres austriackie pizdy ryły się mniej lub bardziej co w połączeniu ze słonecznym nagarem powodowało totalną wyjebkę organizmu.

W końcu zapodają nam Slipknota (robi się już bardzo ciemno) koncert ogólnie fajny, scenka od początku była ułożona pod nich. Zrobili ładne szoł ale to już nie był ten Slipknot co grał przed Metą 5 lat temu...

Nareeeszcie o 23.45 wychodzi nasz ukochany zespół (gnoji deszczem od początku koncertu) no i co ...Blackened (pierwszy raz zagrane na otwarcie podczas WMT) zespół jest w doskonałej formie co prawda nie ma mowy o przybijaniu piątek jak to miało miejsce w halach, ale meta daje nam ciężką pizde jak zawsze. Kolejno lecą fuel i no remorse. James z powodu totalnej ulewy unika skrajnych mikrofonów i ogranicza się wyłącznie do śpiewania ze środka sceny, nam to oczywiście jest na ręke bo cały czas go widzimy z przodu, w pewnym momencie na ładnych parę sekund spojrzał na Sebka i wskazał na niego palcem wskazującym, co dostarczyło nam niesamowitej podniety. Czas na krótką przerwę i słyszymy intro do one, a następnie 2 songi z nowej płyty: BB&S i my apocalypse. Potem kolejno sad but true, no leaf clover i znów magnetyczne songi tym razem judass i the day. Dopiero w tym momencie ulewa przeradza się w lekki deszczyk, ale to nie zmienia faktu, że jesteśmy przemoczeni już do suchej nitki. Na masterze jesteśmy już praktycznie martwi... a tu kolejna nispodzianka dyers eve później dwa sztandarowe hity matters i sandman (cały czas myślimy o naszych ciepłych wyrach w hotelu).

Koncert pomału dobiega końca jeszcze tylko last caress i hit the lights no i doczekaliśmy się wreszcie na tak wyczekiwane '3 simple words' -> SEEK & DESTROY. Metallica znów pokazała klasę i niestety żegnamy się z nimi do przyszłego roku  :(  Schodząc z barierki czułem się jakbym po 2 latach powrócił z kosmosu. Krokiem jednostajnie przyspieszonym udajemy się do auta i do stolicy półpepików gdzie po wypiciu w hotelu 2 zimnych pilsnerów i spłukaniu się z tego festiwalowego gówna następuje dla nas prawdziwe 'redemption' w naszych wygodnych ciepłych kojach. No i to by było na tyle rano spadamy do chaty, wracamy do normlalnego życia, ja jakieś 2 dni dochodzę do siebie. Po NovaRock '09 czuje się jak Broken, Beat & Scarred.

Na koniec chciałbym podziękować Sebkowi za wspólny wyjazd oraz wszystkim tym którzy pizgali wraz ze mną na koncerty z serii World Magnetic Tour' 09.

YARO

 
 
DSCF1775.jpg
 

 

Metallica

 
         
Copyright 2006 Metalliheads.pl all rights reserved | Inspiration by metallica.com BLACK template