KONCERTY W LIPSKU I SZTUTGARCIE

Zatem znalazłem chwilę czasu i usiadłem by napisać w kilku zdaniach o tym jak wspólnie z dwoma kolegami z chaptera wybraliśmy się by zobaczyć ten zespół, dzięki któremu się poznaliśmy, za którym przejechaliśmy wspólnie już wiele kilometrów i który zwie się METALLICA.

 

Jak wszyscy, którzy czasem jeżdżą na koncerty Metallica wiedzą, bilety musieliśmy zakupić niemal, że w pierwszym rzucie około pół roku temu ponieważ ich liczba zazwyczaj topnieje w oszałamiającym tępie. Później przyszedł czas na planowanie trasy oraz rezerwację hoteli, w których w sumie spędziliśmy cztery noce. Postanowiliśmy, że spotkamy się we Wrocławiu 6 maja, dzień przed pierwszym koncertem, który mieliśmy zobaczyć w Lipsku. Wspólnie z Budyniem, który dotarł do mnie dzień wcześniej bardzo wczesnym rankiem wstajemy by zdąrzyć na najwcześniejszy pociąg z Poznania do Wrocławia. Jak się niestety okazało 40 minut później pociąg ten w niewyjaśnionych okolicznościach zdołał uciec nam sprzed nosa, być może był to efekt pozostałości promili alkoholu we krwi, który jakby nie było skończyliśmy przyjomować kilka godzin wcześniej.

Na szczęście po godzinie siedzimy już w pociągu jadącego do Wrocławia i czekamy już na spotkanie z Yarem, który póki co w głowie ma wersję, że pociąg ma godzinne opóźnienie. Jesteśmy, wysiadamy z pociągu i już chwilę potem jesteśmy w komplecie. Mimo, że minął już prawie okrągły rok jak nie widzieliśmy się z Yarkiem rozmowa i wyjazd zaczyna rozkręcać się jak byśmy widzieli się w zeszły weekend. Postanawiamy odwiedzić jeden z Wrocławskich hiper, turbo, mega marketów czy jak to się tam nazywa, gdzie zrobiliśmy drobne zakupy. Następnie jemy szybki obiad, kupujemy euro i po około godzinie ładujemy już jakże cenne 3 litry wybornej whisky do bagażnika i ruszamy w drogę.

Przez kolejne 5 godzin wspólnie z Yarkiem przeszkadzamy rozmową Budyniowi, który bez najmniejszych skrupułów, niemal że bezczelnie zalicza godzinne drzemki. Docieramy na miejsce, jesteśmy w Lipsku. Wszystko wydaje się być super. Na mapie odnajdujemy drogę do naszego wspaniałego hotelu. Cieszymy się ponieważ Yarowi udało się zarezerwować coś naprawdę wyjątkowego, hotel w samym centrum Lipska skąd mamy krótki spacer do miejsca, w którym zagra Metallica. Po kilkunastu (sięciu) minutach docieramy na miejsce. Trafiamy dokładnie pod wskazany adres jednak już po krótkiej chwili uświadamiamy sobie, że w tym miejsu nie ma żadnego hotelu. Po kilkuminutowym śmiechu i niedowierzaniu zaczynamy głębiej zastanawiać się gdzie w takim razie spędzamy noc. Po przeprowadzeniu głębszej analizy, nazwy hotelu i mapy okazuje się, że znajduje się on na oddalonych o 20km przedmieściach miasta. Ponowna przejażdżka i jesteśmy na miejscu. Wchodzimy na recepcję gdzie wita nas wspaniały, około 30sto letni koszerny Żyd z wielką brodą na widok którego bardzo ciężko powstrzymać salwę śmiechu (tutaj brak nam nieco Wąskiego :) ).

Metalliheads Lipsk 2009


Odbieramy klucze, i wprowadzamy się do naszego pokoju/mieszkania gdzie następuje szybki prysznic, a następnie konsumpcja 1,5l naszego wspaniałego trunku. Myślę, że to co działo się później opisać można krótko jako METAL :).

Następnego dnia rano zaraz po śniadaniu, każdy z nas zabiera mniejszego lub większego kaca i wyruszamy ponownie do centrum Lipska by ustawić się i koczować jedyne 8 godzin pod wejściem na halę. Po drodze jeszcze tylko zaliczamy zbiorową fotkę wykonaną przez fotoradar i już odstawiamy samochód na parkingu.

W końcu jesteśmy w środku. Mamy super miejsca i po niedługim oczekiwaniu na scenie pojawia się The Sword. Zespół raczej nie zachwycił żadnego z nas, jednak jak to mawia Yaro "bydło ryło się niemiłosiernie", była nawet jedna szarpanina. Następnie już znacznie lepszy Machine Head no i pojawia się Metallica!

Koncert ten różni się znacząco od wszystkich jakie było mi/nam dane zobaczyć wcześniej. Od sceny dzieli nas zaledwie jakieś 2 metry, a sama scena jest bardzo niska (jakieś 1,5 metra). Dzięki temu atmosfera była zupełnie inna, kontakt z zespołem o wiele lepszy no i oczywiście pamiątki w postaci guitar/drum sticków znacznie obfitsze. Koncert, jak zwykle mija za szybko, a my wracamy do naszego hotelu gdzie jemy coś na wzór kolacji i wypijamy kilka piw.

Następnego dnia z samego rana wyjeżdżamy do Sztutgartu. I ponownie scenariusz się powtarza, jedziemy, gadamy, Budyń śpi... W końcu docieramy do hotelu. Jest nieco fajniejszy niż ten w Lipsku, ale dzięki Yarowi tutaj również babka z recepcji zostaje porządnie wyśmiana. Po zrzuceniu tobołów idziemy na krótki (za długi) spacer po mieście gdzie spotyka nas niezła ulewa i wracamy spowrotem. Ponownie wypijamy nieco whisky, robimy tzw. "trzodę" w hotelu po czym padamy.

Następnego dnia z rana tak jak poprzednio wybieramy się pod halę. Jednak już nie czekamy pod wejściem całego dnia. Tym razem jakimś dziwnym sposobem, który w pewnym momencie stał się tak bezczelny, że aż śmieszny wchodzimy sobie na halę gdzie mamy możliwość obejrzenia procesu powstawania całej sceny, a także zrobienia sobie zdjęć podczas jej budowy. Jednak im pora stawał się późniejsza tym scenariusz stawał się coraz mniej kolorowy. Już na minutę przed otwarciem wejścia, kiedy to wmontowaliśmy się na płytę jedna z gestapowskich frau robiących w ochronie coś się pokapowała i zawołała innego Gebelsa. Ten z kolei nadał przez swoje walkie - talkie, żeby bram jednak nie otwierano po czym z wielkimi oczyma starał się dowiedzieć jak to się stało, że tutaj jesteśmy. Oczywiście jak to na prawdziwego szkopa przystało na oczach delikatnie rozjuszonego tłumu oficjalnie, głównym wejściem wypier... nas do reszty bydła. Mimo to i tak zaliczamy super miejsca i super koncert.

Po wszystkim jeszcze tylko libacja w hotelu i już następnego dnia wracamy do szarej, nudnej i zapyziałej Polski, gdzie dystans 100 kilometrów pokonuje się czasami w 4 godziny.

SEBA. 

 
 
IMG_0013.jpg
 

 

Metallica

 
         
Copyright 2006 Metalliheads.pl all rights reserved | Inspiration by metallica.com BLACK template