|
...wracam do domu, chłopaki dali w chorzowie niezłego czadu, pierwszy koncert na europejskiej trasie, niestety przede mną nieprzespana noc i wyprawa do Holandii. Po delikatnej drzemce pakuję się spowrotem na śląsk tam zbieram Sebka, Budynia i udajemy się na lotnisko Pyrzowice. Na lotnisku spotykamy mnóstwo ludzi z MC lecących do Eindhoven tym samym lotem. Mamy trochę zapasu a tak się złożyło, że tego dnia obchodziłęm 28 urodziny tak więc zapraszam kolegów na piwo i zaopatruję się w Johnny Walkera na bezcłówce. Lot do Holandii bez niespodzianek, niestety na miejscu deszczowa pogoda wita nas na lotnisku.
Po opuszczeniu airporu udajemy się kolejno na autobus i pociąg do Landgraaf. Gdy docieramy do tej małej mieścinki okazuje się, że taksówkarze zorganizowali sobie strajk i nie mieliśmy żadnej koncepcji dotarcia do hotelu. Po jakiejś godzince spotykamy miłego Holendra, który nie tylko zawozi nas za friko do hotelu ale również pokazuje nam festiwalową "area". Po dotarciu do hotelu okazuje się, że to nie hotel tylko... zamek. Na szczęście cena zgadzała się z rezerwacją, i wszyscy dochodzimy do wniosku, że to miejsce jest "best of the best".
Po lekkim liftingu udajemy się na miasto, jednak zmęczenie wczorajszym koncertem daje o sobie znać, wracamy do hotelu i po jednym głębszym wszyscy usypiamy i śpimy 12 godzin. Rano wypoczęci udajemy się na miejsce koncertu, pod bramką zaliczamy "pole position" i wbiegamy pod scenę jako pierwsi. Jedynym mankamentem tej niezapomnianej festiwalowej atmosfery są niestety supporty. Flogging Molly i Incubus kompletnie mi nie leżą. Pierwsi to jakiś irlandzki folk a Incubus to taki trochę zespół dla szesnastolatek. Między supportami konsumujemy specjalność holenderską frytki z majonezem, które zapijamy piwem.
Dużymi krokami zbliża się występ gwiazdy wieczoru. Metallica pierwszy raz w historii wystąpi na Pinkpop festival, w związku z tą okazją przybyło 90 tys. ludzi (normalnie 70 tys.). Zespół podczas European Vacation '08 wybiera bardzo nietypowe miejsca, a w wielu gra pierwszy raz (Landgraaf, Getafe, Bergen, Riga, St. Petersburg, Arras).
Nareszcie puszczają AC/DC i wiem już, że za chwilę 10 już raz zobaczę mój ulubiony zespół na żywo. Tradycyjnie chłopaki otwierają koncert kompilacją z RTL (creep, bellz, ride), później czas na the 4 horsemen i mamy niespodziankę, pierwszy raz od 4 lat grają bleeding me, kawałek ten na żywo ma niesamowitą moc. Później mamy justice i kolejna porcja kawałków z Load'ów, devil's dance i memory remains. Chłopaki nie zwracaja uwagi na trochę popową publikę (w idiotycznych różowych kapeluszach) i dobrze się czują na scenie, pierwszy raz na tej części trasy Ross Halfin dokumentuje poczynania zespołu.
Kolejne kawałki to fade, master i dostajemy demoniczny whiplash (wszyscy bawimy się zajebiście), a dzięki swojej miejscówce mamy wszystko na wyciągnięcie ręki. Następnie seria sztandarowych kawałków: nothing, sad, one, sandman i dwa covery, które znamy już z chorzowa last caress i so what.
Zespół kolejny raz udowadnia kto wiedzie prym na swiecie i w wieku 45 lat panowie ruszają się na scenie gdyby byli conajmiej 20 lat młodsi. Zostaje już tylko Seek and Destroy, udaje mi się wyhaczyć jedną kostkę po koncercie i to już koniec naszej przygody z Pinkpopem.
Po koncercie udaje się nam złapać taxi do naszego zamczyska, jesteśmy tak podjarani występem, że wraz z Sebkiem zaliczamy całego Johnego i tylko dzięki Budyniowi udaje się nam rano wstać na śniadanie. Niestety krótka przygoda z Holandią się kończy, jednak przed nami jeszcze trochę dłuższy pobyt w Pradze i wszyscy już jesteśmy myślami w republice czeskiej.
Podsumowując cały ten holenderski wypad: zamek Rolduck, zajebista miejscówka na koncercie, frytki z majonezem, jubileuszowy koncert, 28 urodziny, Johny Walker po koncercie, to wszystko powoduję, że ten gig będzie należał do moich ulubionych. YARO |