Recenzja z koncertu w Chorzowie 28.05.08

Wszystkie znaki na niebie wskazwały na to, że będzie to wyjazd pełen niespodzianek. Jako, że wkońcu udało mi się dostać urlop postanowiliśmy wyjechać z żoną na wcieczkę po kraju połączoną  z wyjazdem na koncert. Ze Stargardu wjechaliśmy już w poniedziałek żeby zwiedzić parę miejsc po drodze do Chorzowa, jednak jakieś 200 km od domu samochód, którym jechaliśmy stracił moc. Szybka decyzja i powoli wróciliśmy do domu żeby na drugi dzień pojechać do Katowic pociągiem.

Po przyjeździe do Katowic i spotkaniu z Alanem i Waskim udaliśmy się do hotelu Stadion Ślaski, w którym mieliśmy zrobioną rezerwację już w styczniu. Na miejscu okazało się, że cały hotel jest zarezerwowany dla ekipy koncertu i nie możemy w nim nocować. Po wielu starciach  z ochroną i recepcjonistą okazało się, że przebukowali nam rezerwację, o której zapomnieli nas powiadomić do Hotelu Qubus (za ta sama cene, którą mieliśmy zapłacić w Ślaskim), w którym jak się później okazało nocowała Metallica. Dzięki uprzejmości jednego Pana z ekipy Live Nation zrobiliśmy kilka zdjęć przy skrzyni Metallicy i pooglądaliśmy trochę backstage.

Po przyjeździe pod Hotel spotkaliśmy Alana, Wąskiego i Sebbara oraz garstke fanów oczekujących na 4 Jeźdźców. Chwila oczekiwnia i zaczęli pojawiać się pokolei Kirk, Lars, Rob i James. Niestety Rob wyszedł razem z Larsem i wszyscy zaczęli krzyczeć „Lars, Lars...”, chłopaczyna się speszył i uciekł. Reszta zespołu rozdała autografy - jedynie Lars był taki miły i robił sobie z fanami zdjęcia.

Po ulokowaniu w hotelu udaliśmy się do City Rock na spotkanie z fanaami z Litvy, Rosji i Belgii. Warto wspomiec, że w tym lokalu był rownież perkusista Machine Head - Dave McClain. Impreza była bardzo udana i jak to określił Alan „...była zimna i było jej dużo ...”. Reszty się sami domyślcie...

Po powrocie z lokalu i wymianie biletów z Bułgarami mieliśmy kolejne spotkanie z Larsem pod hotelem, tym razem było weselej.

Pod stadionem byliśmy około godz. 11 gdzie spotkaliśmy resztę chaptera. Zaczeło się oczekiwanie na wejście. Bramy otworzyli o godz 15, potem mały bieg i wszyscy jesteśmy pod sceną. Koło godz 18 na scene wyszedł pierwszy support Mniemic - zagrali krótko, szybko i poprawnie ale bez szału i jakoś ich muzyka nie dotarła do mnie. Chociaż zespół miał bardzo dobrą prezencję sceniczną.

Potem był Machine Head - zespół, który jest jedym z moich ulubionch zespołów zaraz po Metallice. Zagrali same swoje najlepsze utwory ale nogłośnienie dawało dużo do życzenia zreszta jak i w przypadku Mnemic. Skończyli grać przed 20 i nastał czas oczekwania na gwiazdę wieczoru.

Około godz 21 zabrzmiały dźwięki utworu AC / DC "It's a long way to the top", większość ludzi znających temat wiedziało, że za chwilę się zacznie. I zaczęło się... Ecstasy of Gold - zawsze przechodzą mi ciarki gdy słyszę to intro połączone z rykiem 60 tys ludzi na widowni... Zaczęli... Na pierwszy ogień Creaping Death, widownia skanduje „ ...Die.die.die...” ale jakoś tak nie mrawo. Następny utwór zaczyna Lars i Rob „For Whom The Bell Tolls” publika już lepiej powtarza słowa refrenu.

Dalej grają Ride The Lightning, kolejny klasyk „Harvester Of Sorrow”, chwila na oddech The Unforgiven, następnie intro z kasety „...And Justice For All...”,
a mówili swojego czasu, że nie będą juz grać tego utworu bo jest za długi, mimo swojego wieku chłopaki są w dobrej formie fizycznej i biegają po scenie bez chwili na odpoczynek. „Devil's  Dance” jeden z lepszych utworów z ery Load-Reload przechodzi jakoś bez echa. Nadeszła chwila na klasyki z Master Of Puppets - „Disposible Heros - Welcome Home - Master of Puppets” i szybkie przejście na coś z Kill'em All „Whiplash”. Kolejna chwila na oddech Kirk chce zagrać akustyczne solo ale coś gitara mu zaniemogła i po szybkiej zmianie gitary zaczna „Nothing Else Matters” standardowo widać tysiące zapalniczek na stadionie.

Po chwili oddechu czas na zgniatacz „Sad But True”, obniżony strój gitar i nagłośnienie dodaje potężnego ciężaru temu utworowi. Gasną światła, odgłosy wojny, wybuchy pirotechniczne - czas na „One” po salwach wybuchów „Enter Sandmana” i standardowa salwa pod koniec utworu. Chłopaki schodzą ze sceny i następuje chwila przerwy, po której wracają na pierwszy i jak się później okazuje ostatni bis.

Szybkie „Last Cares” i „So What” i ostatni tego wieczoru „Seek And Destroy”. Koniec koncertu nadszedł jakoś za szybko. Pożegnanie zespołu z fanami też jakieś bardzo szybkie jakby się panowie spieszyli na samolot.

Muszę dodać, że moja żona była na pierwszym koncercie Metallicy i jak to szczęście początkujących niedość, że ma zdjęcia z Metallica, autografy to jeszcze po cieżkiej walce, pomocy mojej, Alana i tego, że musiała pogryźć gościa zdobyła pałeczkę od Larsa - to się nazywa szczescie.

Na koniec moja ocena konertu jest dość neutralna. Czuję duży niedosyt po tym koncercie, nie zagrali nic nowego, nagłośnienie nie było najlepsze i zagrali za krótko - może to dlatego, że to początek trasy po Europie. Z dugiej strony postawili na starsze i moim zdaniem lepsze utwory i zrobili jak zwykle duże widowisko.

Teraz pozostaje tylko czekać do kolejnego koncertu - prawdopodobnie w przyszłym roku.

 

Berth 
 
 
IMG_0155.jpg
 

 

Metallica

 
         
Copyright 2006 Metalliheads.pl all rights reserved | Inspiration by metallica.com BLACK template